piątek, 12 maja 2023

Festiwal La città dei giovani lettori

Wczoraj wróciłam z Florencji, gdzie wystąpiłam jako naczelna polska smokolożka na Festiwalu Książki Dziecięcej 𝗟𝗮 𝗰𝗶𝘁𝘁𝗮̀ 𝗱𝗲𝗶 𝗴𝗶𝗼𝘃𝗮𝗻𝗶 𝗹𝗲𝘁𝘁𝗼𝗿𝗶.

Opowiadałam tam m.in. o Faktach i Plotkach na temat smoków.


Dwa lata temu, leciałam na Targi Książki Dziecięcej do Troyes, we Francji. Naiwnie zaufałam wtedy wróżbą synoptyków i spakowałam się zgodnie z ówczesną prognozą pogody. Nie pierwszy raz przekonałam się wtedy, że przepowiadanie pogody jest tak samo valid jak przepowiadanie przyszłości z tarota. W wyniku mojej naiwnej wiary w pogodynkę zmarzłam, nabawiłam się kataru i dwóch nadprogramowych par grubych rajstop (a w ich miejsce mogłabym nabyć np. dwie nadprogramowe książki...).
Nie chciałam znów popełnić tego samego błędu i tym razem postanowiłam przechytrzyć wszystkie prognozy i podejść do sprawy SRYTNIE.

Zadowolona z własnej przebiegłości, dzień przed wylotem sprawdziłam na Instagramie ostatnie zdjęcia zrobione we Florencji. W ten sposób postanowiłam się rozeznać co spakować bazując na starej sprawdzonej metodzie Spójrz-Za-Okno-Co-Ludzie-Mają-Ubrane.

Niestety napotkałam na nieprzewidziany problem — na zdjęciach, ludzie byli ubrani tak, jak często postacie w książkach dla dzieci — tj. każdy miał garderobę na inną porę roku. Byli ludzie w zimowych płaszczach, marynarkach i kurtkach, ale też tacy w T-shirtach i letnich sukienkach.

Mocno skołowana niepowodzeniem mojego chytrego planu pogroziłam pięścią niebu i spakowałam, ciuchy wiosenne z nadzieją, że akurat wstrzelą się w klimat.


Był to mój pierwszy lot do Włoch oraz mój pierwszy lot z Wrocławia. Premiera była w obu przypadkach bardzo udana, bo zarówno Włochy jak i miejscowe lotnisko okazały się bardzo fajne!


Lecieliśmy z Wrocławia do Pizy, skąd pociągiem jechaliśmy do Florencji (gdzie miał się odbywać Festiwal). Trochę mnie ten fragment podróży niepokoił, ponieważ nie wiedziałam, jak sprawnie działają we Włoszech koleje. Okazało się, że bardzo sprawnie i punktualnie. 

 


We Florencji pogoda była oczywiście upalna i w ogóle nie wiosenna, co okazało się nie wykluczać z faktem, ze wszędzie wokoło widoczni byli miejscowi w płaszczach i kurtkach. 
Ja jako zadeklarowany zimnolub przeżyłam nieco ciężką chwilę, uświadamiając sobie, że przez najbliższe dni mam przebywać w 30 stopniach, które są odczuwalne dokładnie tak jak 30 stopni w Polsce, a ja nie mam ze sobą ani jednej pary szortów za to mam aż dwa swetry.


 

Pierwszego dnia ulokowaliśmy się w hotelu i przespacerowaliśmy się po mieście, wyrabiając trzykrotnie dzienny limit kroków.
Florencja jest głośna, tłoczna, upalna, ale też piękna, kameralna, i z mocnym historycznym klimatem.






 

Drugiego dnia odwiedziliśmy jedną z głównych atrakcji miasta, czyli Palazzo Pitti i znajdującą się w nim Galerię Palatine. Jest to XV wieczny, renesansowy pałac, będący kiedyś  oficjalną rezydencją panujących w Wielkim Księstwie Toskanii. Znajdują się w nim m.in. dzieła Tycjana i Rafaela.

 


Pałac jest zdobiony z ogromnym przepychem i wygląda, jakby architekt na pytanie o to ile złota dodać do wnętrz, odpowiedział "Tak.".
Jeśli potraktować go jako pałac do zwiedzenia, to jest to interesujący obiekt do obejrzenia, ale wystawa jest przygotowana tak, żeby uwypuklać ciekawe wnętrza, a nie prezentować dzieła sztuki. Dlatego, jeżeli idzie się do niego z nastawieniem na galerię, to można się rozczarować.
My na szczęście szliśmy bez żadnych oczekiwań, więc wyszliśmy bez zachwytu, ale też bez rozczarowania.


 

Co jak co, ale lody, to są we Włoszech wybitne! 

Pamiętam, że kiedyś byłam w jakimś lokalu w Polsce, gdzie obsługa pytała ile "szufli" (zamiast porcji) lodów mi nałożyć, co mnie wtenczas bardzo ubawiło.
We Włoszech lody są faktycznie nakładane w takich ilościach, że "szufla" jest bardziej adekwatną miarą.


Tłum i hałas Florencji oraz nieco przytłaczająca atmosfera Pałacu sprawiły, że poczuliśmy potrzebę wyciszenia się i wyszliśmy z miasta.

Krajobrazy i przyroda Toskanii okazały się naprawdę olśniewające, a Florencja widziana z oddalenia jeszcze piękniejsza.



Poza pięknymi widokami, krajobrazami i roślinami, spotkaliśmy też ŻÓŁWIE grzejące się na kamieniu! 
Piesze wycieczki są moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu, a obserwowanie i odnajdywanie zwierząt podczas tych wędrówek sprawia mi zawsze niewysłowioną radość. 
Spotkanie z jaszczurką, żukiem albo sarną wzbudza we mnie zawsze tyle radości i entuzjazmu co wzbudzało kiedy miałam 5 lat i mój brak dojrzałości w tej kwestii jest dla mnie powodem do dumy!

 

Weszliśmy na wznoszące się nad miastem wzgórze, z którego roztaczał się oszałamiający widok na Florencję!





Kolejny dzień był dla mnie dniem festiwalowym, podczas którego miało się odbyć moje spotkanie "Letture e illustrazioni dal vivo sui draghi".

Festiwal La città dei giovani lettori odbywał się w Villi Bardini — zabytkowej willi na wzgórzu, która z zewnątrz wyglądała bardzo niepozornie: 


Za to w środku była piękną posiadłością, otoczoną wspaniałym ogrodem, z którego roztaczał się niesamowity widok:



Na festiwalu sprzedawane były książki autorów, którzy brali w nim udział. Jedna szczególnie przykuła mój wzrok — okazała się naprawdę fajna:

 

Nie wyszłam oczywiście z pustymi rękami... 


Ponieważ moje spotkanie miało się odbywać dopiero o 15:30, to wcześniej pozwiedzaliśmy nieco ogród otaczający willę



 

Specjalnie z okazji mojego przyjazdu, z Milanu przyjechała Loredana, która jest redaktorką pracującą w wydawnictwie Il Castoro, które we Włoszech wydaje moje "Fakty i Plotki o smokach".

Loredana okazała się PRZEŚWIETNĄ, przesympatyczną i ciepłą osobą, z bardzo podobnym do mojego poczuciem humoru. 
Zjadłyśmy wspólnie na lunch najlepszą deskę serów, jaką w życiu jadłam, oraz wielką pastę, po której czułam się jak chodząca kula glutenu, a także przeprowadziłyśmy super ciekawe rozmowy na mnóstwo tematów. 
Strasznie się cieszę, że miałyśmy okazję się poznać, a takie znajomości, nabywane przy okazji takich wyjazdów są jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w mojej pracy!




Później już opowiadałam o "Faktach I Plotkach o Smokach" na moim spotkaniu.
Wspaniale poprowadził je Farollo z niezależnej Florenckiej księgarni Farollo e Falpalà - Libreria per bambini e ragazzi

Było WSPANIALE! Było to jedno z najmilszych spotkań, w jakich brałam udział. "Smoki" okazały się cieszyć we Włoszech popularnością, która mnie dość zaskoczyła (jako zagraniczna autorka, stosunkowo świeżej książki liczyłam się z pustą salą i dwójką dzieci na spotkaniu). Okazało się, że liczba zainteresowanych przeszła moje oczekiwania i na spotkanie przyszły tłumy

Opowiadaliśmy o moich kompetencjach jako smokolożki, czytaliśmy fragmenty książki, rysowaliśmy smoka, rozmawialiśmy o tym, które smoki jedzą nuty, a które wolą kolor zielony oraz przybliżyliśmy proces powstawania książki! Super spotkanie, wspaniale prowadzone, że świetną publicznością!








Przywiozłam ze sobą oryginalne rysunki, które wykonywałam podczas pracy nad książką, a które później skanowałam i na których dalej pracowałam. Poniżej pokazałam rysunek przedstawiający przekrój smoka. Chłopiec siedzący na widowni otworzył swoją książkę na stronie z przekrojem smoka, przyjrzał się krytycznie mojemu szkicowi, po czym zapytał:
- Czyli pani po prostu przerysowała to z książki...?


Po spotkaniu podpisywałam książki i rysowałam w nich smoki. 
Co ciekawe na spotkaniu obecna była też polska reprezentacja w postaci chłopca, który mówił po polsku i przyszedł zamienić ze mną kilka słów! Bardzo miła niespodzianka :)


Po Festiwalu poszliśmy jeszcze do Florenckiego sklepu lego. Ja przywożę z podróży pięknie ilustrowane ksiązki, a Michał minifigurki lego, które kolekcjonuje:

 

Festiwal okazał się dla mnie tak przepełniony emocjami, wyczerpujący i pełen wrażeń, że dzień zakończyłam, zasypiając nieprzyzwoicie wcześnie, zanim jeszcze na dobre zdążyłam zamknąć oczy.

 

Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę Pociągiem do Prato. Jest to małe miasteczko, położone 20 minut drogi pociągiem od Florencji. Znane jest głównie z urokliwej starówki, kilku starych XII i XIII wiecznych kościołów, nie ukończonego nigdy zamku oraz wszechobecnych w mieście nutrii. Jak możecie się domyślać, mnie interesowały gównie nutrie...

 

Na miejscu faktycznie zastaliśmy zabytkowe i urokliwe kamieniczki...


... Nieukończony nigdy zamek Castello dell’Imperatore...


... stare kościoły...



...Najlepszą pickę, jaką jedliśmy we Włoszech...


... No ale co z tymi nutriami?! Postanowiliśmy pójść spacerem wzdłuż rzeki i ich poszukać.


Znaleźliśmy gęsi, które patrzały na nas uważnym wzrokiem sugerującym, że patrzą na nas i wcale im się nie podoba to co widzą. Spotkaliśmy gołębie. Widzieliśmy czaple...

 

Spotkaliśmy stado zaciekawionych owiec i kurczaków, które wyglądały na dość zadowolone z życia.


I właśnie kiedy Michał powiedział "NO DOBRA, ALE GDZIE SĄ NIBY TE WSZYSTKIE NUTRIE?!" Zobaczyliśmy je! Pod mostem siedziała cała rodzinka, a kawałek spotkaliśmy kolejną pływającą w rzece...

 

A potem, gdy już się zdawało, że dzień nie może już być lepszy wypatrzyliśmy jeszcze jedną!


Spełnieni i nieco bardziej zadowoleni z życia, wróciliśmy pociągiem do Florencji


Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wizyty w Ogrodzie Boboli

 

Który niewątpliwie był bardzo ładnym ogrodem, ale jednak naszym Łazienkom nie dorasta do pięt!



Spacerując po ogrodzie, udało nam się wreszcie sfotografować jaszczurkę! Było ich we Florencji i Prato całe mnóstwo, ale były też tak szybkie, że bardzo trudno było się do nich zbliżyć na tyle, żeby zrobić zdjęcie.

Na stawie spotkaliśmy też czaplę, którą początkowo wzięłam za posąg. Po dłuższej obserwacji okazała się jednak zupełnie prawdziwa, ruchliwa i wcale nie posągowa!

 

Po wizycie w Ogrodzie odwiedziliśmy Księgarnię Farollo i Falpali Farollo e Falpalà - Libreria per bambini e ragazzi
est to wspaniałe miejsce, ze świetną atmosferą, w którym można znaleźć piękne książki, najlepszych autorów. Obowiązkowe miejsce do odwiedzenia na mapie Florencji dla wszystkich ksiązkolubów!

Farollo prowadził nasze sobotnie spotkanie na Festiwalu i wraz z żoną współorganizowali cały festiwal!

Przy okazji odwiedzin podpisałam trochę ksiązek i narysowałam kilka smoczków wymoczków:





Podczas odwiedzin, za rekomendacją Farolla i Falpali wybrałam dla siebie trzy książki włoskich autorów, a dodatkowo otrzymałam piękny prezent w postaci książki o włoskich smokach! Podczas pakowania walizki miałam do wyboru spakować więcej ubrań, lub zostawić więcej wolnej przestrzeni na zakup książek- cieszę się, że wybrałam miejsce na książki :D

 

 

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na turnee po muzeach.
My i około 1000 innych osób postanowiliśmy rozpocząć ten dzień od wizyty w Galerii Uffizi



Fajny ten Boticceli, choć pewnie przyjemniej by się go oglądało z odległości bliższej niż 3m.


Miło było również zobaczyć na żywo plecy współoglądających, tyły głów zwiedzających i fragment obrazu Leonarda da Vinci:


Jak widać Bruegel nie cieszy się chyba dużym zainteresowaniem, bo udało mi się do niego podejść wyjątkowo blisko. Mnie to cieszy, bo wraz z Boshem znajduje się on w moim toplo ulubionych artystów:


Kolejna wizyta w muzeum była bardziej udana. Trochę dlatego, że muzeum było poza nami puste, ale przede wszystkim ze względu na to, że było to muzeum paleontologiczne i można w nim było obejrzeć wymarłe zwierzęta.
Kto mnie zna, ten wie, że nie przepuszczę żadnej okazji do odwiedzenia wszelkich muzeów paleontologicznych, przyrodniczych i historii naturalnej - to moje obowiązkowe punkty każdej wycieczki! Kiedyś nawet zrobiłam książkę w tej tematyce:


W tym muzeum był bardzo duży zbiór skamieiałości mamutów, ponieważ w Toskani znajduje się szczególnie wiele ich skamieniałości.




Poniżej czaszka i noga Słonia Leśnego, który był jednym z największych znanych gatunków słoni! 

Cytując za Wikipedią:

Słoń Leśny był prawie dwa razy większy od dzisiejszych słoni - Samiec osiągał 4,1 metra wysokości, ważył około 10 ton. 
Najdłużej przetrwał prawdopodobnie na Półwyspie Iberyjskim, gdzie wyginął 33–34 tys. lat temu, natomiast jego potomkowie na Tilos żyli jeszcze 4 tys. lat temu. Prawdopodobnie wymarł podczas kolonizacji wysp przez pierwszych ludzi w czasach historycznych.

Największy okaz słonia kopalnego znaleziono w Europie na terenie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w Jóżwinie. Eksponat, zniszczony przez koparkę, jest obecnie prezentowany w Muzeum Okręgowym w Koninie

Nie mam niestety zdjęcia ze sobą dla skali, ale zarówno czaszka jak i noga były ogromne i bardzo działały na wyobraźnię!

 

Tu z kolei na wystawie największych ptaków, z moa:


Czaszka diplodoka:


A tu smutny mopsik, który wygląda tak, jak ja się czułam, kiedy temperatura wynosiła 30 stopni i pociłam się na samą myśl o słońcu:


Na zakończenie turne po muzeach poszliśmy do Muzeum Archeologicznego, które było chyba najciekawszym z tych, które zwiedziliśmy podczas tej wycieczki, i które również było niemalże opustoszałe.

Poninżej gablota z figurkami wotywnymi. Może kiedyś minifigurki Michała będą tak prezentowane w jakimś muzeum:



Muzeum miało bardzo bogate zbiory sztuki egipskiej, rzymskiej i etruskiej. Znajduje się w nim. m.in. Świetna kolekcja waz czarno i czerwono figurowych

 

Ostatniego dnia opóściliśmy Florencję i pociągiem udaliśmy się do Pizy, skąd kolejnego dnia mieliśmy wrócić do domu.

Piza okazała się dużo mniejszy, spokojniejszym i bardzo przyjemnym miasteczkiem. Nie było w niej tyle tłumów i hałasu, co we Florencji, co takiemu domowemu trollowi jak mnie bardzo pasowało.

Był to równineż pierwszy chłodny i deszczowy dzień podczas naszego wyjazdu, który pozwolił mi wydobyć z walizki sweter i nosić go cały dzień, w poczuciu zwycięztwa i chwały.



Zobaczyliśmy słynną Krzywą Wieżę, która faktycznie istnieje i faktycznie jest krzywa. Nie ośmieliłam się zrobić sobie memicznego zdjęcia podtrzymującego wieżę ponieważ: a) padało i podtrzymywałam głównie parasol, oraz b) nikt inny też nie podtrzymywał wieży, co znaczy że pewnie spóźniłam się o 15 lat i to już jest passe i nie śmieszne. #starośćnieradość

 



Poniżej wieża (Torre Guelfa) będąca pozostałością po Cytadeli zbudowanej w Pizie przez Florentczyków. W czasach swojej świetności była to główna strażnica broniąca miasta oraz stocznia.


Odwiedziliśmy też park botaniczny, uważany za pierwszy ogród botaniczny w Europie. Park był niewielki, ale bardzo urokliwy.


Spotkaliśmy w nim kota, który nawet dał się pomacać, ale nie za bardzo i niezbyt długo:


Oraz odwiedziliśmy znajdujące się w ogrodzie malutkie, ale bardzo fajne muzeum:


W którym znajdowała się strasznie dziwaczna ale też bardzo fajna wystawa, składająca się m.in. z takich modeli grzybów. 
Pierwszy raz widziałam coś podobnego i przyznam, że strasznie mi się ten pomysł spodobał:

 

A tu jeszcze Ogród Giardino Scotto, na którego terenie znajdowała się kiedyś Nowa Cytadela. Obecnie na terenie parku mozna oglądać jej ruiny, których fragmenty widać na zdjęciu poniżej:


I tak skończyliśmy naszą Włoską przygodę! 
Nie powiem żebym zakochała się we Włochach, ale napewno odczułam do nich dużą sympatię i chętnie kiedyś wrócę zwiedzić inne rejony.

Sam Festiwal był naprawdę świetny i bardzo udany. Poznałam wspaniałych, sympatycznych i ciepłych ludzi i zobaczyłam wielu miłośników smoków. Za takie momenty i wyjazdy najbardziej lubię swoją pracę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz